Posted in

Mit Nieskończonego Uptime’u w Systemach Wysokiej Dostępności

Często w sieci napotykam na wpisy, w których ktoś chwali się imponującym uptime’em swojego systemu. „Serwer działa bez przerwy od 5 lat!” – brzmi dumnie, prawda? Ale czy na pewno jest to powód do bezkrytycznego zachwytu. Postaram się spojrzeć na to z mojego punktu widzenia.

Oczywiście, stabilność i ciągłość działania systemów są kluczowe dla biznesu. Nikt nie chce nieplanowanych przestojów. Jednak długi uptime, w mojej ocenie, często skrywa potencjalne problemy, których na pierwszy rzut oka nie widać.

Gdy słyszę o systemie, który nie był restartowany od lat, natychmiast przychodzą mi na myśl następujące problemy które mogą się z tym wiązać:

  • Niezałatane podatności bezpieczeństwa: Łatki i aktualizacje, choćby krytyczne, czekają na wdrożenie. To jak otwarta furtka dla potencjalnych zagrożeń.
  • Narastające błędy konfiguracji: Drobne zmiany i modyfikacje, które z czasem mogą się kumulować i prowadzić do nieprzewidywalnych zachowań systemu.
  • Przestarzałe zależności – Systemy z długim uptime mogą nadal działać na starszych wersjach bibliotek, co prowadzi do problemów z kompatybilnością nowych aplikacji.
  • Narastające wycieki pamięci – Niektóre procesy mogą mieć niewielkie wycieki pamięci, które z czasem kumulują się i prowadzą do degradacji wydajności.
  • Problemy z podniesieniem się systemu, jeżeli zajdzie potrzeba restartu.

W efekcie, gdy w końcu nadejdzie czas na restart – czy to planowany, czy wymuszony – system może… po prostu nie wstać. Niestety, w praktyce to się zdarza.

Oczywiście, istnieją mechanizmy takie jak Linux Kernel Live Patching czy Live Kernel Update (LKU) w AIX, które pozwalają na aktualizację jądra systemu bez restartu. Są to świetne narzędzia, ale ich celem nie powinno być wydłużanie uptime’u w nieskończoność. Służą one raczej zwiększeniu elastyczności i rozdzieleniu okna aktualizacji od okna restartu. Pozwalają na wdrażanie poprawek „na gorąco”, ale nie zastępują regularnych, planowanych restartów.

Podobnie jest z serwerami o wysokiej dostępności, takimi jak IBM Z (mainframe) czy IBM Power, które cechują się koncepcją Reliability, Availability, and Serviceability (RAS). Redundancja kluczowych komponentów i możliwość wymiany elementów I/O bez wyłączania systemu to fantastyczne rozwiązania. Ale one również nie są po to, by system pracował bez przerwy „aż do śmierci”. Ich celem jest zapewnienie, że to my decydujemy, kiedy nastąpi restart, a nie przypadek.

Wysoka dostępność nie jest synonimem nieskończonego uptime’u. To raczej zdolność do kontrolowanego i planowanego zarządzania cyklem życia systemu.

Wiem, że dla wielu doświadczonych administratorów to, co piszę, jest oczywiste. Jednak dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z IT, a także dla niektórych menedżerów, długi uptime może być mylnie interpretowany jako wskaźnik sukcesu. „10 lat bez restartu!” brzmi imponująco, ale czy naprawdę jest to powód do dumy? Raczej sygnał ostrzegawczy świadczący o tym, że system może być nieaktualny i skrywa liczne problemy, które ujawnią się dopiero po restarcie.

Uważam, że warto zdroworozsądkowo podchodzić do uptime’u. Nie ścigajmy się na rekordy, ale skupmy się na regularnym, planowanym utrzymaniu systemów. Bo ostatecznie, chodzi o to, by systemy działały stabilnie i bezpiecznie, a nie tylko długo. A to często wymaga… regularnych restartów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *