Ostatnio zauważyłem pewien interesujący trend. Coraz częściej, gdy wspominam o tym, że w swojej pracy korzystam z dobrodziejstw sztucznej inteligencji, napotykam na… cóż, powiedzmy, że na mieszane reakcje. Nie jest to może jawna krytyka, ale czuć pewne napięcie, jakbym przyznał się do małego oszustwa, jakby używanie AI było czymś w rodzaju cyfrowego dopingu.
Przyznam, że mnie to trochę bawi, a trochę skłania do refleksji. Bo przecież AI to narzędzie. Narzędzie, które – w moim przypadku – znacząco przyspieszyło moją naukę DevOps, Pythona i ogólnie pojętego świata IT. Pozwala mi szybciej znajdować rozwiązania, upraszcza pisanie skryptów, a nawet pomaga niwelować pewne ograniczenia, z którymi zmagam się od dawna. Krótko mówiąc: AI sprawia, że staję się lepszy w tym, co robię.
Oczywiście, nie jestem ślepy na zagrożenia. Widzę, że nadmierne poleganie na AI może prowadzić do pewnego rodzaju „rozleniwienia” i spadku jakości w niektórych obszarach. Każda rewolucja – a rozwój sztucznej inteligencji niewątpliwie nią jest – ma swoje ciemne strony.
Ale wróćmy do sedna. Czy korzystanie z AI to naprawdę powód do wstydu? Czy to coś, o czym powinniśmy mówić szeptem, obawiając się osądu? Pozwólcie, że posłużę się pewną analogią. Wyobraźcie sobie, że ktoś wbija gwóźdź. Czy używa do tego gołej ręki? A może sięga po młotek? Czy osoba, która wybiera młotek, powinna być piętnowana za pójście na łatwiznę?
Oczywiście, to porównanie jest trochę żartobliwe, ale mam nadzieję, że oddaje istotę problemu. AI to po prostu kolejne narzędzie, które możemy wykorzystać do tego, by być bardziej efektywnymi, kreatywnymi i by się rozwijać. Zamiast więc patrzeć na nie z podejrzliwością, może warto dać mu szansę?
Nie chodzi mi o to, by bezkrytycznie zachwycać się AI. Chodzi o to, by podejść do tematu z otwartym umysłem. Zamiast piętnować tych, którzy korzystają z AI, może warto zastanowić się, jak sami możemy wykorzystać tę technologię do własnych celów. W końcu, jeśli nie będziemy nadążać za postępem, możemy obudzić się w świecie, w którym to my będziemy tymi, którzy wbijają gwoździe gołymi rękami.
A jak to wygląda u Was? Czy spotykacie się z podobnymi reakcjami? I, co ważniejsze, czy wbijacie gwoździe gołymi rękami? 😉